W tym roku lipiec zdecydowanie nie jest sezonem ogórkowym. Potwierdza to zmiana wizerunku jednego z największych portali randkowych na świecie – Tindera.
Tinder to mobilny portal randkowy uruchomiony w sierpniu 2012 roku przez Joe Munoza, Seana Rada, Whitney Wolfe, Chrisa Gulczynskiego oraz Jonathana Badeena. Aplikacja początkowo działała na uczelniach, a pierwszą była Southern Methodist University. W 2020 roku Tinder miał 6,2 miliona subskrybentów oraz 75 milionów aktywnych użytkowników miesięcznie.
Nowe logo Tindera
Na początku był Chaos… Tinder natomiast na początku używał logo, w którym charakterystyczny płomień zastępował kropkę nad „i”. W 2017 roku płomień zyskał na wadze, stając się sygnetem, a logotyp zmienił kolor z różowego na ciemnoszary. Nie jestem fanem gradientów w logo, ale zważając na charakter aplikacji, trudno mieć jakiekolwiek zastrzeżenia do tego znaku.
W nowym logo Tinder znów pomiata swoim płomieniem. Tym razem znika on z logotypu, dostając do zagrania solową rolę. Sam logotyp złożono wielkimi literami, co ma równoważyć łagodniejsze elementy nowego wizerunku. Gdyby wielkie litery i pogrubiony krój pisma to było za mało, Tinder postawił na nowy kolor – krwiście czerwony. Głośniej logotyp krzyczeć nie może.
Sam płomień został względem poprzednika nieco odchudzony. Odrywanie sygnetu i tworzenie z niego osobnego assetu jest ostatnio dość popularne. Korzystał z tego zabiegu chociażby Walmart. Wydaje się, że płomień Tindera jest na tyle rozpoznawalny, że spokojnie może służyć jako osobny znak, zwłaszcza jak dodamy mu trochę kontekstu zdjęciami czy tekstem. Jak przekonuje starszy projektant Yedo Han, odświeżony płomień „musiał pasować do śmiałości i dowcipu, które chcemy wnieść do marki, nie tracąc jednocześnie ciepła i przystępności obecnego płomienia.”
Odświeżona identyfikacja wizualna Tindera
Odświeżona identyfikacja wizualna Tindera, za którą odpowiada Porto Rocha, wprowadza nową, świeżą typografię, urozmaiconą paletę barw oraz zupełnie nową warstwę obrazów. Wśród nich znajdziemy zdjęcia inspirowane klimatem analogowych aparatów „point-and-shoot”, ale też… olejne obrazy. Całość ma nadać marce wizerunek mądrej starszej siostry. Tinder wziął na ambit uczynienie swojego głosu jako swego rodzaju zaufanego felietonistę randkowego.
Han w wywiadzie dla It’s Nice That powiedział, że nowy, szeryfowy krój, wykorzystywany do nagłówków „wnosi śmiałość i pewność siebie, a także odrobinę pazura. Sprawia wrażenie bardziej deklaratywnego, jak Tinder wygląda teraz – nowa siła, która odzyskuje scenę randkową”. Trochę nie kupuję tego tłumaczenia, ale bardzo lubię kroje szeryfowe, które włączane są w nowoczesne rebrandingi, więc nie będę się czepiał.
Jeśli chodzi o tę zaktualizowaną paletę kolorów, Han mówi, że zrównoważyli „odcienie czerwieni z odcieniami niebieskiego i zieleni, dzięki czemu odzwierciedla ona szersze spektrum emocji odczuwanych podczas korzystania z aplikacji”. Poza jednym wyjątkiem (o tobie mówie, neonowy różu!) cała paleta mnie się podoba. Szczególną sympatią dażę buletkową zieleń, szczególnie w zestawieniu z kolorami off white czy pudrowym różem. Ten ostatni zestaw eksplorował ostatnio żeński zespół Legii Warszawa na swoich koszulkach i również wyglądało to znakomicie.
Rebranding Tindera budzi kontrowersje
Z pełną świadomością wypowiadanych słów mogę powiedzieć, że nie ma rebrandingów, których ktoś nie skomentuje negatywnie. Jak dobry by nie był projekt ani jak zły nie byłby poprzednik, zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie narzekał. Zazwyczaj więc nie przytaczam nawet żadnych komentarzy, jednak przygotowując ten tekst natknąłem się na mnóstwo mniej lub bardziej poważnych zarzutów. Część z nich więc tutaj przytoczę i postaram się skomentować, bo jestem bardzo ciekawy Twojego zdania.
Pomijam komentarze, że nowa identyfikacja jest nudna, generyczna albo wręcz gówniana. Skupię się na w miarę merytorycznych uwagach, a tych jest całkiem sporo, począwszy od zarzutów dotyczących zbyt dużego podobieństwa czy wręcz plagiatu logo sieci Vodafone. Nie ma tu mowy oczywiście o plagiacie i trudno mi się doszukiwać także zbyt dużego podobieństwa, zwłaszcza że firma po rebrandingu przeprowadzonym w 2017 roku przez Brand Union, korzysta z wersji, w której jej dymek jest częściej biały.
Drugą najczęściej poruszaną w dyskusji nad nową identyfikacją Tindera kwestią jest kolorystyka. Ta negowana jest zarówno w kontekście skojarzeń, jak i użyteczności. Wydaje się, że zarzuty dotyczące łamania standardu WCAG w aplikacji są zasadne. Czerwone teksty na bordowym tle czy różowe teksty na tle czerwonym zdecydowanie nie są czymś, co ułatwia dostęp osobom z dysfunkcjami wzroku. Osobną kwestią są skojarzenia, które buduje nowa kolorystyka. Wprawdzie czerwony to kolor miłości, ale spotkałem się z wieloma stwierdzeniami, że tak agresywna paleta barw sugeruje, że Tinder celuje bardziej w osoby szukające przygód niż stałego związku. Nie byłoby to nic złego, gdyby nie fakt, że zaprzecza temu, jaka wizja Tindera towarzyszyła twórcom nowej identyfikacji wizualnej aplikacji.
Trzecim zarzutem jest mała unikalność nowej wersji aplikacji i jej podobieństwo do aplikacji randkowej Pure. Po szybkim reaserchu znów nie zgodzę się, że granice zostały złamane. Przyznam jednak, że nowa identyfikacja Tindera czerpie sporo z aktualnej mody, przez co nie jest tak unikatowa, jak mogłaby być i jakiej pewnie moglibyśmy oczekiwać od tak dużego brandu i tak uznanej agencji, która ten wizerunek przygotowała.
Nie jestem ani użytkownikiem, ani targetem Tindera, ale wizualnie nie mam do tego rebrandingu zbyt wiele zastrzeżeń. Oczywiście wywiad w It’s Nice That sprawił, że wiemy co autor miał na myśli, a mam wrażenie, że ostateczna wersja trochę z tą ideą się mija. A Ty co sądzisz o nowym wizerunku Tindera? Przesuniesz go w prawo? Czy w lewo?











“Jak ma zachwycać, jak nie zachwyca?”
Jeśli chodzi o kolory to dla mnie te zestawy to nie tyle nieprzestrzeganie wytycznych WCAG i czynienie
trzodyczegoś niedostępnym czy (jak zapewne chcieliby niektórzy) “odważne połączenia kolorystyczne” co czynienie czegoś wbrew sztuce niewystarczająco czytelnym. Tak, jestem starym konserwatystą jeśli chodzi o design, śmiejcie się. To co przechodzi jednak w awangardowych plakatach, reklamach czy na billboardach nie nada się w UI – to pogwałcenie zasad UX. Jeśli w takiej tonacji miałby być (tego nie wiem) utrzymany interfejs aplikacji to chyba szybko się z tego rakiem wycofają pod oporem użytkowników.